Nasza bałkańska wyprawa część2-Macedonia

Podczas planowania naszej podróży chciałam odwiedzić i poznać wszystkie stolice państw, które zamierzaliśmy odwiedzić.  Z Belgradu do Skopje- stolicy Macedonii wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Mieliśmy do przebycia ponad 300 km więc na miejsce dotarliśmy w porze obiadowej. Miasto tętniło życiem, ruchliwe, mnóstwo budynków, samochodów, sklepów i bloków. Jedyne co skutecznie zepsuło nam chęć dokładniejszego poznania tego miejsca to imigranci czekający na niemalże każdym mijanym przez nas skrzyżowaniu. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że nachalnie podchodzili do nas, pukali w okna, narzucali mycie szyb lub po prostu na różne sposoby wymuszali pieniądze. Co ciekawe,  podchodzili jedynie do samochodów o zagranicznych rejestracjach więc miejscowym ten fakt pewnie nie przeszkadzał.

W Skopje ludzie jeżdżą dość chaotycznie.  Z przerażeniem patrzyłam jak kobieta z wózkiem próbowała przejść przez pasy w wyznaczonym miejscu a jadące samochody mijały ją w każdym możliwym kierunku.Jacyś ludzie  przy drodze zaprzęgli osła i przewozili ludzi, widoki nie codzienne. Niestety czarę goryczy przelała nasza uprzednio zarezerowwana i opłacona kwatera.  Nie wahaliśmy się ani chwili, w ciągu kilku minut znaleźliśmy się w samochodzie i uciekając z tłocznej stolicy wyruszyliśmy do cudownej, macedońskiej Ochrydy. Ochryda znajduje się na granicy z  Albanią więc późnym wieczorem dotarliśmy na miejsce i zmęczeni przygodami zaczęliśmy szukać odpowiedniego miejsca na nocleg…

Ochryda okazała się jednym z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam podczas całej naszej podróży.  Klimat, uliczki, budynki, jedzenie- wszystko tam było magiczne i wspaniałe. Nasze plany uległy zmianie więc postanowiliśmy zostać tam kilka dni.

Ochryda usytuowana jest na zboczach gór, nad pięknym jeziorem Ochrydzkim.  Nie przypadkowo jezioro Ochrydzkie znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Malownicze miasto w tle, czysta woda, a w  kawiarniach czy restauracjach leniwie krzątają się koty, które przyciąga zapach pieczonej ryby.

Warto spróbować tutejszej kuchni, ryb, słynnych burek czy baklavy. Jeśli jednak mielibyście ochotę na piwo czy jakiśkolwiek inny alkohol nastawcie się, że możecie go kupić w sklepie jedynie do godziny 19. Jedzenie nie jest tam drogie poza rybami i owocami morza, także warto próbować wielu przysmaków o dziwnych nazwach. Nam polecono jedną z tamtejszych tawern, jednak Paweł wypatrzył podczas spaceru nieziemsko urokliwą restaurację znajdującą się przy samym jeziorze a droga do niej wiodła po drewnianym podeście tuż przy skałach.

Ogromną przyjemność sprawiały nam  długie spacery urokliwymi uliczkami. Po drodze mijaliśmy malutkie chatki, okazałe cerkwie, monastyry, małe kawiarnie, liczne meczety czy skromne kapliczki. Przypadek sprawił, że znaleźliśmy się w tym cudownym miejscu i myślę, że to była nasza najlepsza decyzja.

Widok z góry na jezioro,  kwitnące na różówo drzewa, niesamowicie mili ludzie, urokliwe uliczki, pyszna kuchnia i wspaniała pogoda- wzystko to sprawiło, że pobyt tam był dla nas najbardziej przyjemną częścią wyprawy.

Macedonia- Ochryda:

ciąg dalszy nastąpi…

Pielęgnacja z czułością – nasze ulubione kosmetyki dla dzieci Mustela.

Odkąd urodził się nasz kruszynek – Maksiulek, wieczorna pielęgnacja stała się naszym malutkim, ulubionym rytuałem. Bierze w nim udział także jego starszy brat, a to już ogromna frajda dla wszystkich. Maksiu urodził się ciut za wcześnie, więc i jego skóra nie była przygotowana na spotkanie z suchym światem. O Musteli dowiedziałam się w szpitalu, a nawet miałam możliwość przetestowania balsamu nawilżającego dzięki pielęgniarkom, które miały spore jego zapasy…

Mając na uwadze preparaty dla niemowląt czy małych dzieci warto pamiętać, że  ich skóra, z uwagi na swą delikatność i wrażliwość ma zupełnie inne zapotrzebowanie niż dorosły. Wybierając preparaty pielęgnacyjne dla moich skarbów istotny był ich skład. Aby uniknąć nadmiernego wysuszenia i w konsekwencji uszkodzenia bariery lipidowej naskórka, Mustela proponuje produkty naturalne bez szkodliwych składników, o czym śmiało możecie przeczytać na stronie producenta.

Pierwszym kosmetykiem, który kupiłam po wyjściu ze szpitala był właśnie krem nawilżający hydra bebe. Pamiętam, że na pierwszy rzut oka, a właściwie nosa zachwycił mnie jego zapach – taki aromatyczny, ciepły. Dla mnie będzie się kojarzył zawsze z zapachem niemowlaka. Balsam ujął mnie tym, że świetnie poradził sobie z bardzo suchą, wręcz schodzącą skórą mojego synka, wspaniale się wchłaniał i ją nawilżał.  Może wydać się to nietypowe, ale kolejny produkt który chciałam mieć w domu to właśnie naturalna woda zapachowa dla niemowląt Musti. Mam ją do dziś i zdarza się, że spryskam nią otulacz, kocyk albo ubranko. Ma taki kojący rumiankowo- miodowy zapach. Dla mnie wspaniały.

W dalszym ciągu używamy kosmetyków naszej ulubionej Musteli. Są sprawdzone na moich maluchach i jesteśmy, bardzo ale to bardzo zadowoleni.

Nasze ulubione:

  • Odżywczy żel do myci ciała i włosów z cold cream.

Żel ma wspaniałą kremową konsystencję, jest bardzo wydajny – wystarczy niewielka ilość produktu, żeby porządnie umyć malucha. Otula delikatnym nawilżeniem i tym wspaniałym zapachem. Starszak go uwielbia, zwłaszcza, że jest coraz bardziej samodzielny i przy tych jego treningach mycia, żel jest niezastąpiony. Nie szczypie w oczy i Aleks coraz częściej podejmuje samodzielne próby umycia włosów. Ogromny plus za to co lubię najbardziej – brak parabenów, ftalanów i tym podobnych.

  • Ochronny krem nawilżający dla dzieci z cold cream.

Ten krem to nasz hit. Używamy go przed każdym wyjściem z domu ale i po kąpieli. Na stałe zagościł w mojej torebce. Skóra dzieci jest dzięki niemu odpowiednio chroniona, szczególnie kiedy temperatury spadają poniżej zera.  Krem wzbogacony jest w masło shea oraz specjalną formułę, która wzmacnia barierę skórną dziecka. Moje maluchy uwielbiają się kremować a ja całować te mięciutkie, delikatne, wykremowane buźki. Z całego serca polecam.

Myślałam już, że żaden krem  nie pomoże nam w walce z ciemieniuchą.
U młodszego utrzymywały się jeszcze resztki tej przypadłości, tworząc na skórze nieestetyczne łuski. Po systematycznym stosowaniu kremu  Musteli, głowa Maksa została dokładnie oczyszczona. Trzeba jedynie poświęcić trochę czasu i cierpliwości, jeśli dziecko tak jak moje ma dłuższe włosy. Najważniejsze jest jednak to, że  działa i zapobiega nawrotom tej niemowlęcej przypadłości.

Chyba każdy maluch uwielbia masaże, to takie szczególne budowanie więzi i pozytywnych relacji. Moje dzieci lubią szczególnie te masaże, które ich bawią – jak np. robienie „pizzy” na plecach czy „idzie pani na szpileczkach”. Do tej czynności niezbędny jest specjalny olejek. Ten od Musteli ma bardzo delikatną konsystencję, pięknie nawilża skórę i długo się na niej utrzymuje. Praktyczny spryskiwacz sprawia, że aplikacja jest bardzo wygodna. Olejek jest wydajny – wystarczy kilka psiknięć, aby stworzyć wspaniały masaż skóry malucha.  Z pewnością zabierzemy go ze sobą na wakacje.

U mnie kosmetyki Musteli świetnie się sprawdziły i nadal sprawdzają. Bez względu na to czy masz już dziecko czy dopiero go oczekujesz, jeśli szukasz kosmetyków bardzo dobrej jakości, a przede wszystkim przyjaznych i bezpiecznych dla Twojego małego skarba – to zdecydowanie i śmiało mogę je wam polecić.

Nasze malutkie miejsca…

Są takie miejsca, które wyciszają, dodają energii, chce się do nich wracać. Miejsca, gdzie za dzieciaka biegało się z kanapką w ręku do samego wieczoru, zbierało ślimaki, wspinało po drzewach…  Te miejsca  żyją w nas jako obrazy licznych zabaw i młodzieńczych spotkań.
Teraz, kiedy spacerujemy po tych okolicach z własnymi dziećmi, odkrywamy je na nowo. Przyroda sprawia, że każda pora roku czyni je piękne, za każdym razem  inaczej. Lasy, pola, kamieniołomy, rzeki- jakie  wielkie szczęście, że mamy je w zasięgu ręki bo to nasza odskocznia od codziennych trosk. Wracamy do domu po ciężkim dniu i mamy tą cudowną ciszę, zieleń, kwiaty i własne malutkie miejsce na ziemi.

Te leśnie ścieżki nie znudzą mi się chyba nigdy. Z resztą, maluchy również za każdym razem znajdują tam inne skarby.

Nie wychodzimy z domu bez kremu do twarzy. Nasz ulubiony to niezmiennie  ten od Musteli odżywczy z cold cream. Jest naprawdę świetny na każdą pogodę i  wyprawę. U nas nie tylko chroni ale i odżywia. KLIK

Nasz ulubiony kamieniołom. Latem woda jest tak niebieska, że z góry widać ogromne ryby. Ale zimą też jest pięknie.
Płaszczobluza od MKTP to mój najlepszy wybór. Jak pewnie zauważyliście na każde wyjście ubieram się warstwami.

Tak sobie myślę, że „wybrałam” mu najlepszego tatę pod słońcem.

Rowy, krawężniki, górki, kamienie- to jego żywioł.

Odkąd pamiętam zawsze i wszędzie się wspinał i tak już mu zostało.

Mój ukochany kamieniołom.  Wy też pewnie macie mnóstwo takich miejsc, które dzięki takim obrazom z przeszłości  są w Waszych sercach wyjątkowe.