O tym, że pozory mogą mylić… historia mamy chłopca z autyzmem.

     Znam wiele rodzin i wiele matek, które mają w domu dziecko z autyzmem. Wiem o ich zmaganiach i trudach. Chciałabym przytoczyć pewną sytuację i mamę małego chłopca z całościowymi zaburzeniami rozwoju, bo pomyślałam, że może pomóc innym rodzinom…

     U Nikosia autyzm zdiagnozowano w wieku 4 lat. Chłopiec śliczny, jak malowany.  Mama z resztą też, szczupła blondynka o delikatnych rysach i smutnej twarzy.  Początkowo na zajęcia terapeutyczne dziecka przychodziła razem z mężem.  Kiedy coraz trudniejsze zachowania syna dawały się coraz mocniej we znaki, przychodziła sama. Widać było, że jest  zmęczona i zmartwiona, a trudności u dziecka się nasilają. Pewnego dnia rozmawiając z nią o jej synu, powiedziała, że przez zaburzenia Nikodema, mąż nie dał sobie rady i ich opuścił. Została sama ale się nie poddała. Regularnie prowadzała chłopca na ćwiczenia, zapisała się zaocznie na studia pedagogiczne, żeby wiedzieć jak najwięcej. Cały czas czytała i się szkoliła.  Mimo zmęczenia, ona dawała z siebie wszystko, wykonywała polecone przez  psychologa ćwiczenia z Nikosiem w domu.

      Przepraszała za liczne spóźnienia na zajęcia i płakała, że tak trudno mieć dziecko z autyzmem w dzisiejszym świecie. Mówiła, że jak wchodzi do autobusu, sklepu, czy do jakiegokolwiek miejsca, gdzie jest trochę więcej ludzi, większy hałas, Nikoś przez swoją nadwrażliwość słuchową bardzo często  kładzie się na podłodze, zastawia uszy, wrzeszczy- przeraźliwie. I nie ma takich słów ani siły która go uspokoi. Dopiero przystanek, na którym mają wysiąść i który on rozpoznaje  w trakcie tej histerii sprawia, że przestaje krzyczeć i wychodzi jakby nigdy nic się nie stało. W sklepie  jej syn biegnie do półki z chrupkami i wybiera zawsze te same, niebieskie chrunchipsy o smaku papryki. A nie daj Boże żeby ich zabrakło w sklepie, wtedy awantura gotowa.  Mówiła, że ekspedientki go znają więc  nie robią problemu, nawet jak wyrzuca z półek inne chrupki czy uderza głową w drzwi.  Podejdą, pomogą. Najgorsi są ludzie pojawiający się w sklepie. Oni źle patrzą, oceniają, słychać komentarze, o tym jakie to dziecko jest niewychowane a matka sobie nie radzi. O tym, że rośnie mały terrorysta i to wina rodziców bo na wszystko pozwalają…

     Ta mama już w życiu się napłakała i pewnie nie raz spotka ją przykrość ze strony innych.  Mimo to, w swej ogromnej miłości nie poddaje się, nadal przychodzi na zajęcia i walczy o samodzielność swojego dziecka. Podejrzewam, że wiele osób na jej miejscu przestałoby wychodzić z domu.

     Każdy, bez względu na to kim jest może znaleźć się w takiej sytuacji-  w jednym sklepie czy autobusie z takim dzieckiem. Z dzieckiem które wizualnie nie rożni się niczym od zdrowego rówieśnika. Ale jego zaburzenia rozwojowe  sprawiają, że inaczej odbiera świat i dlatego inaczej się zachowuje.  Skoro nie ma pewności czy to autyzm czy zwykłe rozpuszczenie najlepiej nie oceniać, nie wpatrywać się z oburzeniem. Czasem lepiej zapytać taką mamę czy można jej jakos pomóc. Albo po prostu nie komentować na głos. Bo może być zupełnie inaczej niż nam się może wydawać…