#Moje wszystko

 

Jestem wulkanem energii, nie lubię czekać w kolejkach do kasy czy do dentysty. Jak mam coś zrobić to chcę to mieć jak najszybciej za sobą. Meczę się rutyną i kiedy nic się wokół mnie nie dzieje. Na spotkania przychodzę 10 min przed czasem a najlepiej się organizuję kiedy mam dużo zajęć. Odkąd pamiętam zawsze żyłam na wysokich obrotach…

Dopiero co mój pierwszy synuś był słodkim, ciekawskim bobaskiem, mówiącym na zegar- gagan i krzyczącym jak mało który gdy czegoś chciał. Dopiero co, a ja ciągle nie mogłam się doczekać kiedy zacznie siadać, mówić, chodzić czy jeździć na rowerze. Wyczekiwałam z niecierpliwością każdy następny moment w jego pięknym rozwoju.

Kiedy ponownie zostałam mamą dwukilogramowego okruszka życie zwolniło, moje macierzyństwo nabrało innych kolorów. Nie mogłam się napatrzeć na tego maleńkiego człowieczka, który mieścił się swobodnie na jednej ręce. Nie mogłam się nacieszyć jego delikatnością i kruchością…
Teraz, nie myślę już o tym kiedy nastąpi kolejny etap. Chcę zatrzymać każdą chwilę z nimi na dłużej. Odrysowuję te wszystkie cztery kochane stopki i rączki żeby pamiętać, wdycham mocniej zapach malutkich łepków i uciapanych mlekiem bluzeczek. Robię zdjęcia, wpisuję do zeszytu ich słowa. Nagrywam wszystkie malutkie osiągnięcia. Na każde urodziny piszę list. Nie chcę niczego przeoczyć. Zwolniłam tempo i widzę więcej, mniej wymagam od życia, bardziej się cieszę daną chwilą. I jak śpią wtuleni, ja nie mogę się oderwać, nie mogę przestać całować tych ciepłych nóżek. Nie przestaję myśleć jak to dobrze, że mam ich śmiech, krzyk i odbite na oknie kuchennym rączki, piach w salonie przyniesiony z podwórka w małych adidaskach i porozrzucane po domu grzechotki, auta i przybory kuchenne służące do zabawy w piekarnię. Bo oni mają te rączki i nóżki, śmieją się jak są radośni i płaczą jak im źle, obejmują mnie, psocą i wypełniają sobą przestrzeń. I choć jest ciężko wszystko pogodzić to ja wiem, że kiedyś ten nasz dom nie będzie już taki kolorowy, głośny jak teraz. I kiedy zaczynam marudzić, że mi dziś zbyt ciężko, że wyszłabym gdzieś sama, to jak śpią i mam tą wyczekiwaną ciszę to czegoś mi brakuje. Odpoczywam i ładuję akumulator na kolejny dzień pełen zabaw, pisków, wrzasków i noszenia na rękach.

Jakie to cudowne móc się cieszyć tym codziennym prostym i dostępnym na wyciągnięcie ręki scenariuszem. Cieszyć się chwilami i tworzyć w tych malutkich osóbkach wspomnienia domu, dzieciństwa, zapachów. Bardziej się chce celebrować wszelkie okazje i każde święta, wyciągać z każdego dnia jak najwięcej ale i przestać podążać za ideałem. Fajnie jest być tu i teraz nie pragnąc ciągle więcej i więcej, zwłaszcza rzeczy, które cieszą przez chwilę. Wtedy człowiek ma poczucie wolności i potrafi docenić to co posiada.

 

Męski świat oczami kobiety, mamy…

     Lubię w moim mężu to, że jest taki dokładny, przemyślany. Bo jak on chce sobie jajko na miękko ugotować to nie spuszcza z oka zegarka. Stoi te cztery i pół minuty i patrzy na ten zegar bez mrugnięcia okiem,  żeby wyszło co do sekundy takie jakie sobie wymyślił.
Ja jak chce ugotować jajko na miękko, to wrzucam je do gotującej wody, patrzę na zegarek żeby za 5 min wyłączyć i…
zaczynam myć podłogę albo książkę czytać, czy wkładać naczynia do zmywarki.  W 5 minut to można tyle rzeczy zrobić między czasie, że hej (np. wypić jeszcze ciepłą herbatę, odgruzować salon z zabawek, powycierać blaty czy uprasować kilka ubranek.
Zapominam o tym jajku a później wściekam się, i klnę pod nosem, że znowu przegapiłam i wyszło na twardo…
I tak jest w naszym świecie –  On, jest podstawą naszego domu, tego co w nim najmocniejsze. Zawsze odpowiedzialny, zorganizowany, gotów wyciągnąć mnie z każdej opresji. Ja pełna pomysłów,nie tak poukładana, za to bardzo spontaniczna.  Odpowiedzialna za to, żeby codziennie  było z rana świeże śniadanie zanim oni wstaną. Pędzę więc zaspana,  do tej naszej sąsiedzkiej piekarni. Odpowiedzialna za to, żeby były na małych stopach ciepłe skarpetki i zawsze świeżo uprasowane ubranie i za to,  żeby wycałować każdą łapkę  i bolące kolano. On,  dbający o zapewnienie im rozrywki, tworzenie w nich pasji, inspiruje do działania,  jeżdżąc z Aleksem po lasach na motorze, kupując mu najmniejszą wspinaczkową uprząż jaka istnieje  i odkrywając  wspaniałe miejsca. Ja, pozwalam Aleksowi  wkładać  te ciekawskie łapki do miski z ciastem, malować, lepić, przyklejać, razem gotować. Wiadomo, że później pełno sprzątania, a po całym dniu jestem wykończona.
S
tarszy syn wpatrzony w tatę i w dziadka trzęsie się ze szczęścia na widok śrubokręta, wiertarki czy kosiary.  Uwielbiam jak patrzy z zaciekawieniem tymi swoimi okrągłymi oczkami i wyłapuje każdy detal. Naśladuje tatę. Młodszy jeszcze za mały ale przyjdzie i kolej na niego. Wtedy to ja będę miała trzy razy tyle radości, twórczości, pomysłów, zmęczenia i sprzątania.

     Chciałabym żeby byli dobrymi ludźmi, żeby nikt przez nich nie cierpiał… On – chciałby żeby potrafili wszystko zrobić, naprawić, ogarnąć. To właśnie sprawia, że bycie rodzicem jest piękne, bo pomimo trudnych dni, to my możemy dać im  kawałek siebie.  Wszystko co mamy, a oni  niech później zdecydują sami co dla nich najlepsze, niech podejmują wyzwania i walczą o swoje marzenia…Takie jest moje największe pragnienie w tym naszym męskim świecie z damskim akcentem.

Chłopaczyskowo: