Nasze malutkie miejsca…

Są takie miejsca, które wyciszają, dodają energii, chce się do nich wracać. Miejsca, gdzie za dzieciaka biegało się z kanapką w ręku do samego wieczoru, zbierało ślimaki, wspinało po drzewach…  Te miejsca  żyją w nas jako obrazy licznych zabaw i młodzieńczych spotkań.
Teraz, kiedy spacerujemy po tych okolicach z własnymi dziećmi, odkrywamy je na nowo. Przyroda sprawia, że każda pora roku czyni je piękne, za każdym razem  inaczej. Lasy, pola, kamieniołomy, rzeki- jakie  wielkie szczęście, że mamy je w zasięgu ręki bo to nasza odskocznia od codziennych trosk. Wracamy do domu po ciężkim dniu i mamy tą cudowną ciszę, zieleń, kwiaty i własne malutkie miejsce na ziemi.

Te leśnie ścieżki nie znudzą mi się chyba nigdy. Z resztą, maluchy również za każdym razem znajdują tam inne skarby.

Nie wychodzimy z domu bez kremu do twarzy. Nasz ulubiony to niezmiennie  ten od Musteli odżywczy z cold cream. Jest naprawdę świetny na każdą pogodę i  wyprawę. U nas nie tylko chroni ale i odżywia. KLIK

Nasz ulubiony kamieniołom. Latem woda jest tak niebieska, że z góry widać ogromne ryby. Ale zimą też jest pięknie.
Płaszczobluza od MKTP to mój najlepszy wybór. Jak pewnie zauważyliście na każde wyjście ubieram się warstwami.

Tak sobie myślę, że „wybrałam” mu najlepszego tatę pod słońcem.

Rowy, krawężniki, górki, kamienie- to jego żywioł.

Odkąd pamiętam zawsze i wszędzie się wspinał i tak już mu zostało.

Mój ukochany kamieniołom.  Wy też pewnie macie mnóstwo takich miejsc, które dzięki takim obrazom z przeszłości  są w Waszych sercach wyjątkowe.

Regionalne klimaty? czemu nie – Dymarki Świętokrzyskie

Regionalne imprezy mają w sobie coś magicznego, są okazją do bliższego poznania tradycji, dawnego życia, możliwości…

     Tym razem trochę z przypadku i ciekawości wybraliśmy się na 51 Dymarki w Nowej Słupi. Tyle dobrego o nich mówią ci co uczestniczyli w poprzednich edycjach, więc postanowiliśmy się przekonać.  Warto?

     Od pięćdziesięciu ponad lat Dymarki są pokazem dziedzictwa ludności zamieszkującej Góry Świętokrzyskie. Przez ten czas Dymarkowa wioska nieźle się rozbudowała, a podczas weekendowych uroczystości staje się pełną atrakcji. Warto posmakować tradycyjnie wypiekanych podpłomyków, wędzonych ryb, chleba ze smalcem i ogórkiem oraz wielu innych regionalnych pyszności. Warto w ogóle zobaczyć, pobyć, pobawić się, poczuć ten dymarkowy klimat. Dla młodszych dzieci są karuzele, trampoliny, kramiki z zabawkami i koralami, piłki wodne, wata cukrowa i mnóstwo, mnóstwo wszystkiego. Z drugiej strony nasz 2,5 latek najlepiej bawił się wyrabiając ziarna na mąkę, sprawdzając dawne narzędzia, czy dotykając tych wszystkich wioskowych dobrodziejstw. Starsze dzieci i dorośli mogą zapoznać się z tradycją dymarkową – czyli obejrzeć pokaz wytopu żelaza w specjalnych piecach ziemnych, jak robili to ludzie dokładnie 200 lat temu.  Fajnie jest zobaczyć widowiska z udziałem grupy rekonstrukcyjnej oraz wziąć udział w warsztatach artystycznych rzemiosł i nieźle się przy tym bawić. Dla wszystkich przybyłych, wieczorami organizowane są koncerty. W tym roku grali Golcowie ale i innych młodych zespołów nie zabrakło. To wszystko, to coś innego, nie codziennego, takie swojskie. Jeśli tylko nie pada deszcz, z pewnością będzie to dobrze spożytkowany, rodzinny weekend, ponieważ wszystko odbywa się pod chmurką na ogromnej powierzchni.

Powtórka już za rok…